2019.05.23. Stara Sól

                  Witam :-)
   Ostatni dzień naszej wyprawy do tradycyjnie powrót do Polski. W planach było co prawda krótkie wyjście w góry ale ze względu na ogólne zmęczenie co niektórych materiałów odpuściliśmy. Jak na złość Kosmacz żegna nas ładną słoneczną pogodą a my obieramy kurs na Kosowo. Przez Prokurawę docieramy do wioski Szeszory gdzie na przepływającej rzeczce Pistyńce znajdują się trzy kaskady wodne zwane Srebrzystymi Wodospadami. Stąd jeszcze prawie dwukilometrowy spacer do drewnianej cerkwi z 1874r pw. św. Paraskery . Jedziemy dalej do Pistynia gdzie pośród zabudowań wsi idziemy do oddalonej od głównej drogi ponad kilometr Pistyńki. Przez wiszący most na drugi brzeg gdzie w zakolu rzeki na wysokiej skarpie stoi drewniana cerkiew zbudowana w 1858r pw. św. Barbary. W centrum wsi druga zabytkowa cerkiew z 1861r pw. Zwiastowania Bogarodzicy. Tą ostatnią mogliśmy zobaczyć tylko przelotnie z okien busa , Jurek dodał gazu :-)  Malowniczą , prawie górską drogą dojeżdżamy do stolicy Huculszczyzny , Kosowa. Nad brzegiem przepływającej przez miasto Rybnicy stoją zabudowania Sanatorium Kosów. Lecznica ta powstała z końcem XIX w dzięki staraniom dr Apolinarego Tarnowskiego jako zakład przyrodoleczniczy. Doktor był pionierem i propagatorem medycyny naturalnej. Pośród nowej zabudowy ośrodka z dawnych lat do dzisiejszych czasów pozostało kilka niszczejących budynków. Dojeżdżamy do centrum Kosowa i udajemy się na zwiedzanie miasta. Istniejący od XVw Kosóa prawa miejskie uzyskał w 1654r Miasto rozwinęło się w drugiej połowie XVIw dzięki odkryciu cennych pokładów soli. W XVIIw zostało dwukrotnie spalone i zniszczone za sprawą najazdów Turków i Tatarów. Oprócz ważenia soli w Kosowie rozwinęło się rzeżbiarstwo  i tkactwo. Z końcem XIX w miasteczko stało się także uzdrowiskiem. Kosów był drugą po Zakopanem stolicą polskiej bohemy a wypoczywały i leczyły się tu w okresie międzywojennym znane postacie życia artystycznego i politycznego. W XIXw większość mieszkańców miasta stanowili Żydzi zajmujący się głównie handlem i rzemiosłem. Prawie wszyscy zginęli z rąk hitlerowców w czasie II wojny światowej. W rynku w dawnym budynku gminy żydowskiej mieści się teraz Muzeum Huculszczyzny i Muzeum UPA. Nie bez trudu udaje mi się zlokalizować strasznie zarośnięty pochodzący z XIXw żydowski kirkut. W południowej części miasta zwanej Moskalówką na cmentarzu rzymskokatolickim sporo starych polskich nagrobków i dwie zbiorowe mogiły polskich ofiar bojówek UPA z 1944r  Stoi tu też kaplica w której odprawiano msze święte po zburzeniu w 1968r kościoła pw. Matki Bożej Różańcowej wybudowanego w 1890r  Na miejscu kościoła stoi teraz szkoła sztuki dekoracyjnej  obok której w 2005r wybudowano nową , niedużą świątynię. Niedaleko cmentarza stoi duża drewniana cerkiew z 1895r św. Wasyla odremontowana wyglądająca jak spod igły :-)  Druga zabytkowa drewniana cerkiew stoi blisko centrum na cmentarzu prawosławnym. To wybudowana w 1912r cerkiew św. Mikołaja. Żegnamy Kosów i w dalszej drodze zwiedzamy położone w okolicach Nadwórnej we wsi Pniów ruiny zamku. Warownia pochodząca z XVIw została wzniesiona przez pochodzenia węgierskiego właścicieli tych ziem Kuropatów . W swoim czasie była to najsilniejsza twierdza na Pokuciu która oparła się kilku oblężeniom. Póżniej były jeszcze pyszne pielmeni w Drohobyczu i hetman Sahajdaczny w Kulczycach i wreszcie kościół w Starej Soli. Wybudowany w 1660r kościół rzymskokatolicki św. Michała Archanioła opuszczony po II wojnie światowej służył jako magazyn. W latach 70tych ubiegłego wieku został spalony i pozostawał w zupełnej ruinie. Został odzyskany przez Polaków w 1995r i teraz cały czas czynione są działania zabezpieczające tą cenną budowlę. Podczas tej całodniowej podróży Jurkowi do podeszwy doszła jeszcze nieodżałowana zagubiona skarpeta niezwykłej wagi :-) Granicę pokonaliśmy w tak niebywale ekspresowym tempie że Straż Graniczna dorwała nas dopiero na parkingu w Ustrzykach Dolnych:-) W Lesku na stacji Orlen razem z Andrzejem i Arturem pożegnaliśmy resztę naszych towarzyszy i dla nas w tym miejscu zaczęła się zupełnie nowa przygoda ...
  Zaplanowaną przez Andrzeja wyprawę na Huculszczyznę odbyliśmy w ośmioosobowym składzie. Wędrowali po ścieżkach w wodzie i błocie : Andrzej , Artur , Jurek , Leszek , Marek , Rysiek i piszący a obwoził nas po tych wszystkich ukraińskich drogach nasz skromny mistrz kierownicy Jerzy. Pokonywaliśmy dzikie zarośnięte ścieżki i przeróżne wiatrołomy oraz wiejskie drogi udekorowane licznie bramami weselnymi , choć na żadne wesele się niestety nie załapaliśmy. Maj to chyba taki szczęśliwy miesiąc na Ukrainie :-)  Wędrowaliśmy po huculskich płajach w różnych konfiguracjach prawie 180km z ponad 6500m przewyższenia. Może więcej było deszczu i burz niż słońca ale to ostatnie i tak nam przypiekło :-)
  Do zobaczenia Huculszczyzno za rok !

  A mamy takowe zamiary ;-)

  Tymczasem nasza trójka wędrowców na stacji Orlen , czekamy :-)

     Pozdrawiam serdecznie :-)
                 Kу добру
                Dla Miecia
         Łazior Świętokrzyski

Galeria: